Blisko Ciebie

źródło



Kolejne spotkanie z twórczością Kasie West, autorki kierującej swoje książki w stronę młodzieży. Jakoś tak się stało, że mimo swojego wieku, polubiłam tytuły, z którymi do tej pory miałam okazję się zapoznać. Nic więc dziwnego, że gdy tylko dostałam informacje o najnowszej, zapragnęłam przeczytać. I gdy tylko zjawiła się pod moim dachem, zasiadłam do czytania.

 
 
 
Jest zima, Autumn wraz ze swoimi najlepszymi kolegami wybiera się na wspólny weekend. Obiecała rodzicom, że będzie w stałym kontakcie, ponieważ niezbyt często zostaje na noc poza domem. Jednak tym razem miało być inaczej, miało pójść wszystko, jak należy. W końcu będzie mogła pobyć więcej ze swoim ukochanym Jeffem, który prawdopodobnie poprosi ją, by oficjalnie została jego dziewczyną. Dziewczyna musi tylko skorzystać ze szkolnej toalety. Specjalnie zostali dłużej, żeby zrobić zadania domowe przed wyjazdem. By później nie mieć żadnych zmartwień.

Wszyscy już opuścili budynek, auta czekały na ostatnich pasażerów. Autumn pobiegła tylko do tej nieszczęsnej toalety. I... została zamknięta w szkole. Jej wszystkie rzeczy były w samochodzie. Nie miała ze sobą nawet telefonu.

Chwila konsternacji, panika, po prostu natłok przeróżnych myśli i wizji. Została zamknięta w szkole, gdzie nikogo poza nią nie ma, jeszcze zabłysła myśl — że w końcu znajomi zauważą jej nieobecność. Ktoś się domyśli, zawrócą. Nie zostanie długo, maksymalnie kilka godzin. Można wytrzymać. Można prawda?

Dziewczyna nagle słyszy dźwięk, ktoś przemierza korytarz, nie jest sama. Strach paraliżuje, kto i czego chce? Czy może ją skrzywdzić?
Kiedy jej oczom ukazuje się znajoma twarz — znajoma z widzenia. Czuje coś w rodzaju ulgi, ale tylko na chwilę. W końcu dalej są zamknięci w szkole. Ona przez przypadek, a co z towarzyszem? Jakim cudem został w budynku? Też ktoś o nim zapomniał?

 
 
Gdy zapoznałam się z przedpremierowym opisem książki, troszkę się obawiałam, że historia, którą zaserwuje autorka, będzie naciągana. Z drugiej jednak strony, nie potrafiłam zignorować najnowszą pozycję West, jakby nie było, zaskarbiła sobie moje względy.
I muszę przyznać, że autorka wykonała kawał dobrej roboty. Przede wszystkim tematyka, którą poruszyła w fabule. Oczywiście wszystko dzieje się w klimacie szkolnym, nastolatki i ich pierwsze doświadczenia z uczuciami. Jednak tutaj mam coś jeszcze, coś, z czym coraz częściej zmaga się wielu ludzi. Chodzi o stany lękowe.

Nasza główna bohaterka od wielu lat próbuje sobie z nimi poradzić, w gronie rodzinnym wiedzą o jej problemie, niestety dziewczyna nie podzieliła się tym „sekretem” ze swoimi przyjaciółmi. Żadne z nich, nie miało pojęcia, dlaczego ich koleżanka nagle opuszcza imprezy, dlaczego często odmawia wspólnych noclegów.

Tym razem miało być inaczej, w końcu odważyła się na weekendowy wypad, czuła się na siłach, że sobie poradzi i wszystko będzie dobrze. Nie przewidziała, że spędzi go zupełnie inaczej. Nie miała przy sobie leków, zero kontaktów z kimś, kto wiedział co robić w razie ataku...

Ostatnio coraz więcej jest na temat stanów lękowych. I dobrze, ponieważ większość cierpiących na tę przypadłość, nie przyznaje się do tego. Może z podobnych powodów jak nasza bohaterka, nie chciała być traktowana inaczej, jakoś specjalnie. Inni po prostu się wstydzą „słabości”, jeszcze inni czegoś gorszego — wykluczenia. Tak, nasze społeczeństwo bardzo szybko bawi się w osądy. Jeśli masz problem z emocjami, ze swoją psychiką, która przecież również może zachorować i wymagać leczenia, taka osoba zostaje uznawana za wariata, czy kogoś niebezpiecznego. A tak naprawdę, wystarczy po prostu zachować się po ludzku. Stany lękowe są okropne. I nie powinny być tematem tabu.

Cieszę się, że Kasie West postanowiła o tym napisać, mam nadzieje, że każdy, kto przeczyta, chociaż w maleńkim stopniu zrozumie, że tacy ludzie potrzebują wsparcia, uspokojenia.

Spodobała mi się książka, chociaż samą Autumn średnio polubiłam, ponieważ pomijając jej lęki, była dosyć męcząca, nie potrafiła jasno określić swoich uczuć. Bez własnego zdania, zupełnie nie umiała postawić na swoim, próbując na siłę uszczęśliwić otoczenie, co często miało odwrotny skutek.

Tutaj myślę, ważną rolę odgrywa przemiana, jaka następuje, nie tylko u postaci przewodnich, ale wszystkich osób, które w jakiś sposób odgrywały rolę w ich życiu. Chyba najbardziej polubiłam Daxa, za jego bezpośredniość, nie odgrywał roli super faceta, nie był też jakąś sierotą, na którą zwróciła uwagę szkolna piękność.

Podsumowując, książkę czytało się ciekawie, tym razem mamy nieco poważniejszą tematykę, jakby nasza pisarka ewoluowała, widać jej twórczość wchodzi na wyższy poziom. Do tej pory w lekkich fabułach były tylko przemycane ważne wartości. Tu mamy konkretny, ale i zarazem delikatny problem, o którym jak się okazuje, wielu nie ma pojęcia. Warto przeczytać.
 
 
Czytaj dalej...

Moja Lady Jane




Książki o tematyce historycznej lubię bardzo, chociaż jak wiadomo, nie zawsze ma się Ten moment, na lekturę zajmującą o odległej epoce. Tym razem jednak, w moje ręce trafił tytuł, który owszem nawiązywał do przeszłości, ale... Autorki sprawiły, że to, co wyszło w finalnie, okazało się bardzo interesującą lekturą.

Byłam niesamowicie ciekawa, jak trzy kobiety ukażą prawdziwe wydarzenia połączone z fikcją, którą jak się okazuje, wcale sobie i nam czytelnikom, nie pożałowały. Jakież więc są moje wrażenia po przeczytaniu ostatniej strony? O tym już za chwilę.

Znajdujemy się w posiadłości młodego króla Edwarda, który to już na samym początku swego władania, dowiaduje się, że oto jego młode życie zmierza ku niechybnemu końcowi. Choroba, którą podstępnie trawiła organizm, właśnie zaczęła okazywać się w całej i niestety brutalnej okazałości. Czasu jest więc mało, co za tym idzie, należy przemyśleć sprawy państwowe. Tak, niestety król nie mógł umierać sobie ot tak, w spokoju. Trzeba było zająć się przyszłością ludu.  To też i doradcy, rzekomo zaufani. Snują plany, jakie wyjście z tej smutnej sytuacji będzie najkorzystniejsze.

I tu pada propozycja ożenku kuzynki króla - Lady Jane z synem jednego z najwierniejszych doradców - Giffordem. Oboje nie mają pojęcia, jaki los się im szykuje.  Król związany ze swoją kuzynką, chce, by najbliższa mu osoba została oddana dobremu i prawemu mężczyźnie. Co się tyczy tatusia przyszłego oblubieńca... Ten ma nieco innego pobudki, ale o tym będzie później.
Młodziutka Jane, nieco nieogarnięty w sprawach z niewiastami Gifford. Mają się poznać w dniu własnego ślubu. Ich małżeństwo ma być dla dobra kraju, najlepszym wyjście. Żadne z nich - nawet sam król. Nie mają pojęcia, że padają paskudnej intrydze... Jak więc zakończy się ta opowieść?

Chyba większość wie, z historii, jak długo Jane Grey piastowała swoje stanowisko. Jeśli ktoś nie wie, proszę szybko nadrobić braki. Pytanie, jak zakończyły tę właśnie historię autorki?

Mój opis wydaje się niezbyt zachęcający. Otóż celo w ten sposób napisałam. Książka od samego początku jest pisana bardzo swobodnie, co za tym idzie, nasze dworskie klimaty nie przytłaczają. I wszystko kojarzące się z odległymi epokami, tutaj jest ukazane bardzo, ale to bardzo lekko. Rzekłabym, że można chwilowo się pogubić, o jakich latach jest mowa, co jest oczywiście plusem.

No i jeszcze jedno. Chyba najważniejsze, autorki poszły nie tylko w swobodniejszy wydźwięk tejże historii. Ba, one ją bardzo ciekawie ukazały, wplatając w wątki magiczne. Dlatego proszę się nie zdziwić, gdy nagle mysz zamieni się w człowieka. Tak, tutaj możemy spodziewa się wszystkiego.

Byłam ciekawa czy taki sposób przypadnie mi do gustu. Bo i forma nieco inna, niż te, do których przywykłam. W dodatku wiedza, że całość została napisana w nieco weselszym tonie. No i kiedy w końcu zasiadłam do czytania... Tak przepadłam. Książka czyta się sama. Jest humor, jest tło historyczne, na którym opiera się całość. A elementy fantastyki zostały tak zgrabnie wplecione, że po prostu byłam skłonna uwierzyć, że działy się naprawdę. Wielkie brawo, jestem pod wrażeniem. Zawsze istnieje ryzyko, że całość wyjdzie sztucznie, nie będzie wiarygodnie przemawiało, a tutaj po prostu nie czuło się, kiedy z prawdy wchodziło w świat wymyślony.

Mam maleńkie zastrzeżenia, jeśli chodzi o zakończenie. Chyba spodziewałam się czegoś innego. Po wszystkich rewolucjach miałam nadzieje, że będzie bum, a niestety tego nie otrzymałam.

Mimo wszystko, książkę naprawdę warto przeczytać, ponieważ jest genialną lekturą na letnie popołudnia, deszczowe wieczory, po prostu każdy moment dobry, by poznać tę opowieść. Szczerze i od serca polecam.
 
 
Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu Papierowe Motyle
Czytaj dalej...

KONKURS - Pędzle w kieliszku




Kochani! Jako, że stałam się patronatem. O czym pisałam kilka postów wcześniej, mam dla Was z tej okazji dwa egzemplarze do zdobycia. Żeby nie było tak łatwo. Trzeba odpowiedzieć na jedno pytanie.  Mam nadzieje, że sobie z nim poradzicie:)



A oto i zadanie konkursowe...



Alkoholizm - jeden z poważniejszych nałogów, ale nie tylko ten może być trudny do ujarzmienia. Praktycznie większość jest od czegoś uzależniona. Napisz bez czego trudno jest Ci sobie poradzić i jak to wpływa na  Twoją codzienność? 


 Najciekawsze odpowiedzi zostaną nagrodzone egzemplarzem książki, to co? Do dzieła!:) 


Regulamin:
1. Organizatorem konkursu jest autorka bloga "Niekończące się marzenia - kobiety o literaturze".
2. Konkurs trwa od 2017.07.28 r. do 2017.08.30 r. (do godziny 23.59).
3. Wyniki zostaną ogłoszone na blogu do dziesięciu dni roboczych od zakończenia konkursu.
4. Zwycięzca jest zobowiązany wysłać maila z danymi adresowymi na adres agaaa006@wp.pl w ciągu trzech dni od momentu ogłoszenia wyników. Po tym terminie nastąpi wybór nowego zwycięzcy.
5. Sponsorem nagrody jest: Wydawnictwo Novae Res.
6. Aby wziąć udział w konkursie należy odpowiedzieć na powyższe pytanie.
7. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
8. Do zdobycia są dwie książki, których fundatorem jest wymienione wyżej wydawnictwo, a wartość nagrody jest równoznaczna z kwotą znajdującą się na jej okładce.
9. Zwycięzcą konkursu zostaną osoby, których odpowiedź najbardziej przypadnie do gustu autorce bloga "Niekończące się marzenia - kobiety o literaturze”.
10. Prawo do składania reklamacji w zakresie niezgodności przeprowadzenia konkursu z Regulaminem, służy każdemu uczestnikowi w ciągu trzech dni od daty wyłonienia jego laureatów. Należy je zgłaszać w formie e-maila na adres: agaaa006@wp.pl.

Miło mi będzie za każde polubienie strony:) nie jest to jednak warunek uczestnictwa.

POWODZENIA! :)

Czytaj dalej...

Detektyw Kris. W półmroku świtu


Jeden detektyw. Jedna sekretarka. Trudna i nietuzinkowa sprawa. Wszystko dzieje się nagle, niespodziewanie, wątki się ze sobą łączą, żeby za chwilę znowu się rozgałęzić w przeciwnych kierunkach. Czasu jest coraz mniej, adrenalina wzrasta, a chęć rozwikłania zagadki przewyższa wszystko. Tak było w fabule książki Detektyw Kris. W półmroku świtu, a jakie emocje towarzyszyły mi podczas lektury? 

Detektywa Krisa poznajemy w momencie kiedy siedzi u siebie w gabinecie, do którego przychodzi kobieta i prosi o pomoc.
Jej stara-nowa miłość życia zniknęła bez śladu zabierając ze sobą samochód już prawie byłego męża klientki. To jednak nie jest w tym wszystkim najlepsze. Z pozoru błaha sprawa z biegiem czasu przybiera takie obroty, jakie nikomu się nie śniły. W grę wchodzi troska o kraj, ochrona prezydenta, machlojki, gangsterskie porachunki i walka dwóch "gryzących" się ze sobą stron. Jaką rolę w tym wszystkim odgrywa tytułowa postać? Czy udaje mu się wyjść z twarzą i rozwikłać zagadkę? Czy komuś stanie się krzywda, czy może czeka na nas szczęśliwe zakończenie?

Było dużo pytań, nadszedł czas na szczere odpowiedzi. Troszkę zbierałam się do tej pozycji. Co prawda przekonywała mnie do siebie okładką, wydawała się bowiem intrygująca i tajemnicza. Nie miałam nigdy możliwości poznać innych dzieł pana Piotra, więc to tym bardziej działało na korzyść książki. Stwierdziłam, że będzie to ciekawa sensacyjna przygoda, a że mało u mnie na półce takich pozycji, to czemu nie. Jednak... tak bardzo się zawiodłam.

Nie mam w zwyczaju krytykować wszerz i wzdłuż egzemplarzy recenzenckich. Jestem bardziej takim typem, który stara się szukać pozytywnych aspektów, światełka w tunelu. Niestety tym razem chyba się nie uda. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam tak rozczarowana jakąkolwiek książką. Nie dość, że nie mogłam się skupić na fabule, to jeszcze ciężko było mi połączyć jeden wątek z drugim. Fakt, że prawie wszyscy bohaterowie mieli nazwiska rozpoczynające się na literę "K" wcale mi nie pomagał, ponieważ myliło mi się kto jest kim. Moim skromnym zdaniem sama zagadka, historia i jej przebieg pozostawia wiele do życzenia. 

I choć pozycja ta jest krótka, strasznie się namęczyłam zanim udało mi się przez nią przebrnąć. Nie takiego mojego początku z sensacyjnymi historiami oczekiwałam. Denerwowało mnie przeskakiwanie co rozdział z wątku na wątek i okrojone dialogi. Tytułowy bohater jest mdły i próbuje być wykreowany na superbohatera, ale moim zdaniem niekoniecznie to wyszło. Nie ma w nim dominujących, rzucających się w oczy cech, które porwą czytelnika na długie chwile. 

Tej książce mówię zdecydowanie NIE. Z całym szacunkiem dla pana Piotra, ale jestem rozczarowana i trochę zażenowana, ponieważ już wiem, że oczekiwałam od Detektywa Krisa... zbyt wiele. Może nie potrafiłam zinterpretować zamierzeń autora, ale podsumowując nie jest to pozycja, którą polecam i mówię, że warto. Jeśli ktoś jest fanem autora/wydawnictwa, może spróbować. Ja jednak pozostaje wierna swojemu pierwszemu odczuciu, które mówi mi, że nie warto. Zdecydowanie wolę poświęcić czas na inne książki z Novae Res. 

Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Niekończące się Marzenia - kobiety o literaturze . Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka